Menu

Zwyczajne Niezwyczajne życie Kury Domowej

Teksty, które się tu pojawiają dotyczą codzienności dojrzałej kobiety, która dostosowuje się do nowego etapu w jej życiu.

Między płytkami, a wspomnieniem opłatka

astrokawa

722a72c48bc056a4090b_720x540_cropromiarniestandardowy

   Jeszcze nie wiem jaki będzie efekt końcowy, ale postanowiłam zmienić fugę między płytkami w łazience i już. Robię. Po wczorajszym ostrym treningu obwodowym wszystko mnie boli. Wybierałam się dziś na stretching, ale wszystko mnie boli... więc wybrałam fugowanie. Przyświeca mi jeszcze delikatne światło świątecznej gwiazdki i wspomnienia tego szczególnego okresu. Dla mnie to czas, kiedy bardzo dużo robię, a mało myślę.  Na około miesiąc przed świętami robię listy: prezentów, dekoracji i potraw do przygotowania. I rozpoczyna się realizacja. Najpierw siadam do internetu i robię zakupy prezentowe, i dekoracyjne. Najpierw internet żeby wszystko doszło bez kłopotów i opóźnień. Następnie wybieram się na zakupy do sklepów w celu dopełnienia listy prezentów  i dekoracji. W tym roku udało mi się to zrobić w ciągu tygodnia. Następnie na tydzień przed świętami przychodzi czas na zakupy spożywcze. W tym roku towarzyszył mi w tym mąż. Cześć tych zakupów robię przez internet. Z przywozem do domu, a część osobiście. W tygodniu przedświątecznym sklepy omijam szerokim łukiem.

   Jest też temat szczególnie krępujący. Temat opłatka. Opłatki każdego roku, chodząc od drzwi do drzwi, oferuje pan z kościoła. Każdego roku odbywała się to w miłej atmosferze. Płaciłam "co łaska", otrzymywałam opłatek. W tym roku w moich drzwiach pojawiła się Nowy Pan i czar prysnął. Wydłubałam z portfela wszystkie drobne jakie miałam. Uzbierało się tego prawie dwadzieścia złotych, później miałam już tylko 100 złotych, co uznaję za zbyt dużo jak za opłatek. No i Nowy Pan wyraźnie zakręcił nosem i zdziwił się, że "tylko tyle?". I tonem nie znoszącym sprzeciwu pożegnał mnie słowami: "Do zobaczenia w kościółku". W jakim "kościółku"??? Jeśli mam ochotę to chodzę do kościoła. "Kościółka" żadnego nie znam. I ogólnie mam awersję do infantylizacji pojęć poprzez zdrobnienia ich nazw. Do szału doprowadzają mnie "pieniążki". Ale wracając do opłatka. Rodzinnie poruszając temat doszliśmy do wniosku, że opłatek z powodzeniem można zastąpić chlebem, a w ogóle to jakoś zupełnie przestaliśmy przywiązywać uwagę do tego elementu obrządku wigilijnego. Życzymy sobie najlepszych rzeczy siadając wspólnie przy stole i miło spędzamy czas. Do czego może służyć opłatek? W dodatku okupiony przykrym wspomnieniem lub ewentualnie, na co raczej mnie nie stać, sowitą zapłatą. Wolę dobre słowo niż takie skojarzenie przy świątecznym stole. Losy opłatka na naszym stole się ważą... zobaczymy czy się ostanie, czy odejdzie w zapomnienie.

   Poza tym udane święta. Wracam do fugi. 

a63eaf088993c9b2b2ca_720x540_cropromiarniestandardowy

Magia pełni księżyca

astrokawa

1317508516_ksiezyc

   Czasami słyszę lub czytam, że w pełnię Księżyca powinno się leżeć i pachnieć bo właściwie wszystkie nasze działania są nic nie warte i z góry skazane na niepowodzenie i nawet jak bardzo się staramy to i taki nic z nich nie wyjdzie, a i na przyszłość pozostaną ślady bo mamy się ze wszystkimi kłócić i ogólnie być w stanie, który nie pozwala na przebywanie z innymi ludźmi (no chyba, że na Łysej Górze), ale zostawać samotnie też jest nie najlepiej... No tak... I co tu więcej dodać? Nie wykluczam, że dla mnie pełnia nadejdzie jutro bo dzisiejszy dzień i wieczór spędziłam produktywnie, a przy tym bardzo miło. Ale doceniam moc Księżyca. Bo Księżyc to żeńska energia i cała wielka moc tajemnicy. Tajemnicy życia i śmierci. Uwielbiam jak to wariackie, perłowe, lodowate światło wdziera się do pokoju. Jest w nim taki niepokój! Jak magnes przyciąga mój wzrok i mam ochotę przez całą noc siedzieć i patrzeć co się wydarzy bo w tym obłędnym świetle jest i obietnica czegoś super wyjątkowego na miarę "Baśni tysiąca i jednej nocy". Księżyc, niby banalne źródło światła, zresztą odbitego, a tyle emocji. Dreszcz horroru i obezwładniający romantyzm. I kto się w tym połapie? Ogrom mocy przypisywanej pełni jest chyba jeszcze bardziej magnetyczny niż sam powalający widok tego zjawiska.
Przednamizbozowapelnia.Jakksiezycwplywananaszorganizm

 

Grzechy, które widać

astrokawa

14705837_1316799818338263_167349656700712816_n

   Niekiedy trzeba spojrzeć prawdzie w oczy choć nie ma się na to najmniejszej ochoty. Ja nie mam ochoty, ale też nie mam się w co ubrać więc prawda wpadła mi w oko sama. Podobnie trudno było mi przymknąć oko na tę prawdę, co tu o niej napisać!? Tragedia się stała! Lipiec sierpień i wrzesień były to miesiące wyjazdów i spotkań i mieszkania rodzinnie pod jednym dachem: miła atmosfera, gry i zabawy i JEDZENIE. Pyszności! Od rana do nocy. Deserki i desery. Pod bokiem wspaniały ogród z całą paletą cudownych składników. Wspaniałe dania główne i mnóstwo słodkich grzeszków na każdym kroku. Któż by nie uległ pokusie? No... ja znam dwie takie osoby, ale ja do nich nie należę. Niestety. Przytyłam SIEDEM kilo i żadne hormony tego nie usprawiedliwią. Przykre. Jesienne ciuchy zachowują się tak jakby ktoś je pozwężał. Podobno najlepszym przyjacielem kobiety są brylanty, ale moim wiernym towarzyszem stał się blender do którego wrzucam zielone liście, trochę ziaren i różne warzywa i przyswajam ten koktajl dwa razy dziennie, przeplatając te pyszności trzema innymi małymi posiłkami. Rozsądek wrócił z wakacji. Bogu dziękować! Od następnych biesiadnych spotkań dzielą mnie dwa lub trzy tygodnie więc na ten czas jestem bezpieczna. Przyznaję, że moja silna wola wobec pokus podniebienia jest do niczego. I z wiekiem niestety jej ubywa. Dochodzę do wniosku, że na naszych spotkaniach powinnam cały czas pukać się w głowę!!! Muszę to wprowadzić w życie. Teraz jednak tylko kiwam głową w geście politowania nad moją głupotą. Stara baba i coś takiego! Wierzyć się nie chce.

12027541_10156116640535387_6726049834542705411_n

Człowiek człowiekowi..., czyli "wielkie halo"

astrokawa

 15905445familydrawingmoneyhouseclothesandvideogamesymbolontheStockPhoto

 Czytam o tej ekonomii i czytam i jestem zaskoczona jak prosty jest świat opisany w jego prawidłach ekonomicznych. Podoba mi się! Taki ład, wszystko na swoim miejscu..., ale cały ten porządek bierze w łeb gdy idę do sklepu, czy już nawet oglądam tylko własnego maila czy włączam jakieś media. Potworna ilość reklamy, która wpływa na nasze potrzeby. Jak łatwo jest nas przekonać, że potrzebujemy mnóstwa rzeczy wie każdy z nas. A czego tak naprawdę potrzebujemy? Czego potrzebujemy do szczęścia? Bo szczęścia w czystej formie w sklepach nie ma, a przynajmniej ja go nie znalazłam. Według jednej z reklam "pieniądze trzeba mieć", ale powiedzenie mówi, że "pieniądze szczęścia nie dają" - ktoś poszedł dalej i dodał: "...dopiero zakupy". No i fakt! Zakupy dają ogromną  frajdę, ale w/g ekonomii odczuwanie satysfakcji wraz z kolejnym produktem maleje.... Tak już mamy. A jak jest z naszym poczuciem bezpieczeństwa? Kiedy je mamy i kiedy jest większe? Czy jak mamy kasę na koncie, czy jak zamieniamy ją na wszelkiego rodzaju dobra? Prawdopodobnie optymalny stan osiągamy, kiedy jest i jedno i drugie. I tak mi się wydaje, że zachłanność ludzka, cecha raczej piętnowana, jest zrozumiała. Inna sprawa, że u niektórych ludzi nie ma granic. Ale zrozumiała.... i pewnie każdy by tak chciał. Oj tak! 

   Od ekonomii do innych rozważań nie jest mi daleko i w kontekście spraw związanych z pieniędzmi widzę też krążących wokół nich ludzi. I w tych sytuacjach człowiek człowiekowi człowiekiem, a nie żadnym nie wilkiem. Nawet najbardziej władczy wilk się naje, odejdzie i zostawi dla innych, a apetyt człowieka nie ma końca.... 

   Idę pobiegać. To nic nie kosztuje. Chociaż buty tanie nie są.... Idę lepiej pobiegać zanim rozwiną mi się zwoje następnych myśli....

                                                                                                     :-)

P.S.  Zapomniałam! W sklepach są już bożonarodzeniowe słodycze.........................................................................!

canstockphoto_csp5152502

 

Idzie! Idzie jesień...

astrokawa

195511_kasztany_lupinki_liscie_rozmycie

   Rozpoczęcie roku szkolnego wlewa w moje serce spokój. Wraca rytm i  porządek. Dla mnie nie ma niczego gorszego niż takie wakacyjne rozbicie. Muszę się wtedy dobrze napracować żeby domowemu wakacyjnemu towarzystwu tak zorganizować  czas by nie włazili mi w oczy o drugiej po południu w pidżamach. Na szczęście dzieci rosną i w pewnej części same organizują sobie czas. Okazuje się, że małżonek jest pod tym względem bardziej wymagający niż dzieci:-)

   Cieszę się, że wakacje minęły. Chociaż ten czas.... On ucieka zbyt szybko. Im jestem starsza tym bardziej czas przyspiesza.... To taka niefizyczna właściwość czasu...

   W związku z tym, że zaczęłam szkołę zrobiłam pewną reorganizację mojego dnia. Do tej pory (stosowany od tygodnia), z bardzo dobrym skutkiem, posługiwałam się harmonogramem zadaniowym. Wiadomo - lista dziennych, tygodniowych, miesięcznych i rocznych zadań, poukładanych w optymalną kolejność i sukcesywna ich realizacja. A teraz wymyśliłam inaczej: Harmonogram godzinowy. Do zmiany sprowokowało mnie spostrzeżenie, że zbyt wiele czasu zaczęłam spędzać przy komputerze (można utonąć i zapomnieć o całym świecie) i nad książkami. Szczególnie komputer zaczął wchłaniać mój czas z wyjątkową zachłannością bo przy okazji poszukiwania informacji o interesujących mnie zagadnieniach skakałam po innych stronkach, których anonse wyświetlały mi się jako dodatki do różnych stron. I tak miałam pootwieranych tysiąc stronek i wszystko chciałam przeczytać.... STOP! Teraz robię listę zadań, które muszę wykonać w ciągu dnia i robię to wszystko z podziałem: godzina siedzenia (książka, komputer), godzina ruchu (sport, sprzątanie, zakupy, gotowanie itp.) Oczywiście pojęcie godziny jest dość elastyczne, ponieważ wiadomo, że jak wychodzę na zakupy to układa się różnie i mogę wrócić nieco później. Ale wtedy znów wskakuje godzinka siedzonka. Zauważyłam przy tym, że w tym rytmie moje ruchy przyspieszyły i "kocie ruchy" odeszły w siną dal. 

   Kończy się godzina siedzenia! Teraz czas na gimnastykę!

146959_mostek_las_kolorowe_drzewa_jesien

© Zwyczajne Niezwyczajne życie Kury Domowej
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci