Menu

Bree

Opowiastki pisane po przebudzeniu

Święta, święta i po świętach...

astrokawa

DSC_0369

   Jak sięgnę pamięcią to każdego roku z ogromnym żalem żegnam świąteczny wystrój domu. I wcale nie wstydzę się tego nieco tandetnego sentymentalizmu. Ten lekki rys infantylizmu odziedziczyła po mnie moja młodsza córka (lat 17). Może nawet mnie przebiła bo szalenie chętnie uczestniczy w tworzeniu dekoracji i przygotowywaniu wszystkich świątecznych akcesoriów, ale odmawia współpracy przy sprzątaniu świątecznego szaleństwa. Rozumiem i nie nalegam. 

   Wszystko popakowane i czeka na następny występ, a ja zabrałam się za przygotowania do egzaminów.

   W kwestii słodyczy i kolacji z moją silną wolą jestem 5:5 :-)

 

1515307446861

Bo kiedy marynarza swędzi broda. ..

astrokawa

 

 

a9a781dab59b2ee1961d_720x540_cropromiarniestandardowy1

   Przyjdzie zima w tym roku czy też nie przyjdzie? Oto jest pytanie! Nie żebym za nią jakoś szczególnie tęskniła, ale jakoś tak się przezwyczaiłam, że w okolicach nowego roku lub tuż po nim, robi się zimowo. i tak sobie siedzę, chodzę, leżę i wyczekuję. Jak ten zając pod miedzą z nadstawionymi uszami: idzie czy nie? Jak dotąd nic. Trochę się boję, że jak "łupnie" to będzie szalała bez wstydu i opamiętania. A wiadomo, że zimowa aura, tak romantycznie wyglądająca zza okna, w bliskiej konfrontacji dnia codziennego potrafi zaleźć za skórę. 

   Wyczytałam najmniej cztery prognozy, "góralskie" przewidywania jaka będzie ta zima. Trzy już się nie sprawdziły, a czwarta kto wie, może się ziści. A niby mamy takie systemy analiz i przewidywania. I co?

   W mojej rodzinie, kopalni wszelkiej mądrości i dobrych rad na wszystkie sytuacje (które oczywiście funkcjonują tylko w teorii, a jak przychodzi co do czego, to radź sobie człowieku jak potrafisz:-)), odnośnie prognozowania pogody mówi się: "bo kiedy marynarza swędzi broda, to będzie deszcz albo pogoda". I to rozumiem! Jako nieliczne z powiedzonek, które faktycznie ma odzwierciedlenie w realiach:-D

   A pomijając wątpliwe walory zimy, to czytam książkę "Nieznane więzi natury" Petera Wohllebenga opowidającą o zlożoności i subtelnych zależnościach ekosystemu naszej planety. Ogólnie rzecz ujmując, ta lektura wywołuje we mnie bezgraniczne przerażenie połączone z pytaniem "dokąd my ludzie zmierzamy ze swoją zaborczą gospodarką? Jeszcze wieksze przerażenie wzbudza we mnie myśl, że jeśli się opamiętamy, to pozbawieni zostaniemy tych wszystkich wspaniałych maszyn i wszelkich urządzeń, które czynią nasze życie czystym, ładnym, łatwym i przyjemnym. I jak wobec tych sprzeczności odnaleźć złoty środek???

 W konkurencji: ja kontra słodycze i kolacje wygrywam ja: 2:0

ecb0fe27f1bce7eacb7d_720x540_cropromiarniestandardowy

 

 

 

Przeminęło z wiatrem

astrokawa

Scarlett_o_Hara.88394

   Po raz kolejny, chyba szósty, obejrzałam "Przeminęło z wiatrem".  Czytałam też książkę. Dla mnie to urzekająca opowieść. I w całej wymowie szalenie optymistyczna bo mnóstwo w niej wzlotów i upadków. I po burzy zawsze przychodzi słońce. No i bohaterowie są tacy „ludzcy” żadnych ideałów. Każdy ma wady i zalety. Każdy jest zdolny tak do dobrych uczynków jak i do paskudnych występków. No, może tylko Melania jest idealna i łamie ten schemat. No i filozofia Scarlett "pomyślę o tym jutro". Polecam wszystkim. Zapewnia świetny sen, a ranek zawsze przynosi radę.

Dziwię się, że nikt nie pokusił się o ponowne zekranizowanie tej powieści. Czyżby film powstały w 1939 (tak!) roku nie miał sobie równych? Wyczytałam, że szacunkowy koszt produkcji filmu wyniósł 4 mln dolarów, a zyski z tej produkcji (po uwzględnieniu inflacji) są największe w historii kina. Przeczytałam też, że prawa do powieści Margaret Mitchell zakupiła za rekordową jak na tamte czasy sumę 50 tys dolarów David Selznick. I leży tak sobie gdzieś i czeka na kolejną brawurową obsadę. Swoją drogą nie przychodzi mi do głowy, kto mógłby stanąć na miejscu głównych bohaterów.

Co do postanowień noworocznych to nie zeżarłam wczoraj niczego słodkiego i kolacji też nie! Nie wyciągam z tego pochopnych wniosków, ale ucieszyło mnie to, że nie uległam syndromowi znanemu jako „ostatnia wieczerza”:-D

 

 
15gonewiththewind1939granger

A może się uda

astrokawa

Nowy_rok      

   Postanowienia noworoczne mają kiepską opinię i choć dużo się o nich mówi i cieszą się, jako temat, niesłabnącym zainteresowaniem mediów, to ogólnie większość osób traktuje je z przymrużeniem  oka. Kto z nas nie robił takich postanowień??? Mogę powiedzieć  z całą odpowiedzialnością, że robię takie codziennie :-) Ale wczorajszo-dzisiejszy przełom lat potraktowałam poważnie. Podjęłam wyzwanie, które w prostej linii prowadzi do naprawy świata... I to nie jakiegoś tam "całego świata", ale najważniejszego dla mnie MOJEGO ŚWIATA. Niby to nic wielkiego, jednak dla mnie nie ma niczego cenniejszego. Niestety ten mój świat budzi we mnie również niemałe przerażenie. Tak, tak, znam go dobrze i wiem o czym mówię. Patrzę na siebie w tym moim świecie i nie mogę się nadziwić, że latami traktowałam siebie jak nieodpowiedzialna matka swoje ukochane dziecko, w którym nie chce widzieć niedoskonałości i zaniedbań.Przyszedł czas by dziecko trochę "postawić do pionu" bo ono niby fajne jest i miłe, ale jakieś takie mało wydajne i ciapowate. 

   Moje postanowienia zamykają się w dwudziestu dwóch (22) punktach i dotyczą konkretnych zadań, które powinnam zrealizować w tym roku. Jeden z tych punktów uderza w banał, ale również jest dość konkretny: schudnąć. Mam szczerą nadzieję na sukces, ale również całkowity brak zaufania do siebie w obrębie tego tematu bo choć jestem bardzo aktywna fizycznie to z olbrzymią namiętnością oddaję się pożeraniu słodyczy i wieczornemu jedzeniu. I to postanowiłam zmienić. Mowiłam, że banał...

   Łatwiej mi będzie to wszystko robić, a przy okazji porządkować swoje myśli i inne uczynki, pisząc o nich regularnie i estetycznie. Może dam radę:-) Może będzie fajnie:-) 

   Z nadzieją B.
Postanowienia_noworoczne

© Bree
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci