Menu

Bree

Opowiastki pisane po przebudzeniu

Oszukać naturę czyli co to była za niedziela!

astrokawa

1317508516_ksiezyc1

   Przez cały ubiegły tydzień tyrałam jak bury osioł więc nic dziwnego, że wczoraj spoczęłam na laurach. Chociaż zamierzałam utrzymać zeszłotygodniowe tempo.... Zamierzałam i nie wyszło więc do czwartej po południu leżałam w łóżku i patrzyłam jak czas przecieka mi przez palce. Zafundowałam sobie pranie mózgu i błądziłam po internecie w poszukiwaniu sama nie wiem czego. I, o dziwo, uważam, że to był czas spędzony bardzo pozytywnie. Może to nie dużo na cały dzień, ale wyciągnęłam dwa wnioski z tego mojego leżenia.

Po pierwsze upewniłam się, że na czytanie plot, plotek i ploteczek szkoda czasu, a po drugie, że moc natury jest bezwzględnie dominująca. Tak, tak. To wszystko z tego przewracania się z boku na bok z nosem w komputerze. Dla poziomu plotek będę litościwa i powiem tylko tyle, że plotkowanie to też sztuka, której niestety redagujący nie posiadają. A szkoda bo, jak każdy chyba wie, że aby ploteczka była zajmująca i wprawiała w stan fascynacji nie może być prymitywna i podana byle jak.

Ale drugi wniosek jest bezcennym odkryciem. Przynajmniej dla mnie. Poczytałam sobie wpisy dziewczyn i kobiet na pewnym portalu sprzedażowym. Szczególnie przyłożyłam się do lektury z zakresu: zależy mu na mnie, czy nie? Oj, kobiety! Z lektury wynika, że jesteśmy mistrzyniami w wymyślaniu usprawiedliwień dla facetów! Wymyślamy, rozmyślamy, nadinterpretujemy słowa i zachowania mężczyzn, a nawet ich brak (sic!) w taki sposób by napełnić się przeświadczeniem, że jesteśmy chciane i pożądane i jesteśmy dla siebie stworzeni tylko jemu coś wypadło i jesteśmy tą jedyną, ale.... Drążymy tematy, desperacko zabiegamy o mężczyzn, cierpimy i mimo, że facet daje nam wszelkie sygnały, że mu mało zależy albo nawet i wcale to lecimy na zatracenie jak ćma do ognia. Rozumiem matkę naturę, której zależy na zachowaniu gatunku i to jest jej nadrzędnym celem. Ale żeby aż tak? Podziwiam spryt i brak umiaru! Zawsze byłam zdania, że natura jest w opozycji do kultury. I wczoraj znalazłam jeszcze jeden na to dowód.

dc069e201ed24724894ad63e65e3b588

Sztuka odpoczywania

astrokawa

DSC_0012

Bez wątpienia sztuka odpoczywania nie została przeze mnie opanowana. Nie wiem co na to nauka (dzisiejsza nauka ma przecież zdanie na każdy temat, a czasami nawet kilka zdań, często sprzecznych ze sobą, na ten sam temat), ale moja teoria odpoczywania zakłada,  że aby odetchnąć trzeba robić rzeczy, które sprawiają przyjemność. Moja teoria trochę wysiada w chwili zderzenia z praktyką. Zakończyłam trzeci semestr egzaminami. Ostatni zdałam w sobotę. posprzątałam po świętach, popłaciłam rachunki, spakowałam psa i rzeczy, na które mam mało czasu na codzień: kłębki włóczki i druty z zamiarem zrobienia swetra,  książki �� do niemieckiego i angielskiego, kostium �� z zamiarem chodzenia na gimnastykę w basenie, matę do jogi i na dwa tygodnie pojechałam do Hamburga.

I tu zaczynają się moje wątpliwości: czy powinnam robić rzeczy,  które lubię, ale będę je robiła na zasadzie odrabiania zaległości, czy może raczej powinnam robić coś zupełnie nowego, co dałoby efekt oddychania zupełnie świeżym powietrzem?

Niestety nikt nie nauczył mnie odpoczywać. I życie też mnie tego nie nauczyło bo do tej pory nie znałam tego luksusu.

DSC_0014

Święta, święta i po świętach...

astrokawa

DSC_0369

   Jak sięgnę pamięcią to każdego roku z ogromnym żalem żegnam świąteczny wystrój domu. I wcale nie wstydzę się tego nieco tandetnego sentymentalizmu. Ten lekki rys infantylizmu odziedziczyła po mnie moja młodsza córka (lat 17). Może nawet mnie przebiła bo szalenie chętnie uczestniczy w tworzeniu dekoracji i przygotowywaniu wszystkich świątecznych akcesoriów, ale odmawia współpracy przy sprzątaniu świątecznego szaleństwa. Rozumiem i nie nalegam. 

   Wszystko popakowane i czeka na następny występ, a ja zabrałam się za przygotowania do egzaminów.

   W kwestii słodyczy i kolacji z moją silną wolą jestem 5:5 :-)

 

1515307446861

Bo kiedy marynarza swędzi broda. ..

astrokawa

 

 

a9a781dab59b2ee1961d_720x540_cropromiarniestandardowy1

   Przyjdzie zima w tym roku czy też nie przyjdzie? Oto jest pytanie! Nie żebym za nią jakoś szczególnie tęskniła, ale jakoś tak się przezwyczaiłam, że w okolicach nowego roku lub tuż po nim, robi się zimowo. i tak sobie siedzę, chodzę, leżę i wyczekuję. Jak ten zając pod miedzą z nadstawionymi uszami: idzie czy nie? Jak dotąd nic. Trochę się boję, że jak "łupnie" to będzie szalała bez wstydu i opamiętania. A wiadomo, że zimowa aura, tak romantycznie wyglądająca zza okna, w bliskiej konfrontacji dnia codziennego potrafi zaleźć za skórę. 

   Wyczytałam najmniej cztery prognozy, "góralskie" przewidywania jaka będzie ta zima. Trzy już się nie sprawdziły, a czwarta kto wie, może się ziści. A niby mamy takie systemy analiz i przewidywania. I co?

   W mojej rodzinie, kopalni wszelkiej mądrości i dobrych rad na wszystkie sytuacje (które oczywiście funkcjonują tylko w teorii, a jak przychodzi co do czego, to radź sobie człowieku jak potrafisz:-)), odnośnie prognozowania pogody mówi się: "bo kiedy marynarza swędzi broda, to będzie deszcz albo pogoda". I to rozumiem! Jako nieliczne z powiedzonek, które faktycznie ma odzwierciedlenie w realiach:-D

   A pomijając wątpliwe walory zimy, to czytam książkę "Nieznane więzi natury" Petera Wohllebenga opowidającą o zlożoności i subtelnych zależnościach ekosystemu naszej planety. Ogólnie rzecz ujmując, ta lektura wywołuje we mnie bezgraniczne przerażenie połączone z pytaniem "dokąd my ludzie zmierzamy ze swoją zaborczą gospodarką? Jeszcze wieksze przerażenie wzbudza we mnie myśl, że jeśli się opamiętamy, to pozbawieni zostaniemy tych wszystkich wspaniałych maszyn i wszelkich urządzeń, które czynią nasze życie czystym, ładnym, łatwym i przyjemnym. I jak wobec tych sprzeczności odnaleźć złoty środek???

 W konkurencji: ja kontra słodycze i kolacje wygrywam ja: 2:0

ecb0fe27f1bce7eacb7d_720x540_cropromiarniestandardowy

 

 

 

Przeminęło z wiatrem

astrokawa

Scarlett_o_Hara.88394

   Po raz kolejny, chyba szósty, obejrzałam "Przeminęło z wiatrem".  Czytałam też książkę. Dla mnie to urzekająca opowieść. I w całej wymowie szalenie optymistyczna bo mnóstwo w niej wzlotów i upadków. I po burzy zawsze przychodzi słońce. No i bohaterowie są tacy „ludzcy” żadnych ideałów. Każdy ma wady i zalety. Każdy jest zdolny tak do dobrych uczynków jak i do paskudnych występków. No, może tylko Melania jest idealna i łamie ten schemat. No i filozofia Scarlett "pomyślę o tym jutro". Polecam wszystkim. Zapewnia świetny sen, a ranek zawsze przynosi radę.

Dziwię się, że nikt nie pokusił się o ponowne zekranizowanie tej powieści. Czyżby film powstały w 1939 (tak!) roku nie miał sobie równych? Wyczytałam, że szacunkowy koszt produkcji filmu wyniósł 4 mln dolarów, a zyski z tej produkcji (po uwzględnieniu inflacji) są największe w historii kina. Przeczytałam też, że prawa do powieści Margaret Mitchell zakupiła za rekordową jak na tamte czasy sumę 50 tys dolarów David Selznick. I leży tak sobie gdzieś i czeka na kolejną brawurową obsadę. Swoją drogą nie przychodzi mi do głowy, kto mógłby stanąć na miejscu głównych bohaterów.

Co do postanowień noworocznych to nie zeżarłam wczoraj niczego słodkiego i kolacji też nie! Nie wyciągam z tego pochopnych wniosków, ale ucieszyło mnie to, że nie uległam syndromowi znanemu jako „ostatnia wieczerza”:-D

 

 
15gonewiththewind1939granger

© Bree
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci